środa, 28 sierpnia 2013

Witam po przerwie.

Ostatnio rzuciłam się w wir zakupowy. Takie okazje znajduję, że aż sama się sobie dziwię. Oczywiście wykorzystałam bardzo dobrze pieniądze od mamy, które zostały mi z kupna książek, heheheh ;P
Moje włosy nieco odżyły, ale i tak wyglądają dosyć dziwacznie. Potrzebuję koniecznie iść do endokrynologa. Z moimi hormonami coś jest ewidentnie nie tak.
Moja twarz... szkoda gadać.Wygląda okropnie. Już nawet ograniczyłam makijaż, ale to nic nie pomaga. Niewdzięcznica >.< No cóż. Na hormony nic się nie poradzi.
Z moją wagą jest... ani dobrze, ani źle. Taki constans, nie za grubo, nie za chudo. Ale wolałabym, żeby było chudziej. Jutro się zważę. Zobaczymy, co pani Waga ma na ten temat do powiedzenia.
Na razie ruszyłam nieco tyłek do nauki. To już w sumie ostatni moment. Jak zwykle, wszystko zostawiam na koniec. Muszę się tego koniecznie oduczyć.
Gdy przyjdą moje rzeczy, może zrobię haul. Ale nie wiem, czy będzie mi się chciało to wszystko fotografować.
Ostatnio postanowiłam jeść bardziej zdrowo i kolorowo. Znalazłam propozycje świetnych prostych dań i deserów. Następny post będzie właśnie o nich.
A na razie - namiętna noc z literaturą angielską.
See ya.

A blyy :P

czwartek, 22 sierpnia 2013

Koniec głodówki. Misja wykonana!

Głodówka zakończona. Minęła już północ. Niestety, zupka Vifon na sucho  właśnie poszła. Trudno.
Wszystko się udało. Przechodziłam cały dzień na wodzie i Coli. Dosyć mało się ruszałam, co może mi nieco pomogło w trwaniu w postanowieniu. Efektem ubocznym była jednak dzisiejsza senność i przespane 1,5h w dzień. No nic. Mój meteopatyzm też tutaj raczej wcale nie pomógł.
Ubyło więc dzisiaj 1,75l wody mineralnej oraz pół butelki Coli. Nieźle.
Oczywiście dzisiaj nie ćwiczyłam, ale od poniedziałku ustanowiłam sobie plan ćwiczeń:

pon. - ćwiczenia rozciągające
wt. - orbitrek
śr. - ćw. rozc.
czw. - orb.
pt. - ćw. rozc.
sob. - orb.
nd. - odpoczynek

I tak w kółko do znudzenia.
Mam nadzieję, że wytrwam.

Nadal nic nie ruszyłam z nauki. W ogóle mi się nie chce ruszać. Nie mam ochoty wstawać z łóżka. Chyba powinnam zacząć się leczyć. Albo brać jakieś leki. Cokolwiek!

Mam wielkie plany, jeśli chodzi o mój styl. Mianowicie - mam zamiar stać się bardziej elegancka i zacząć nosić obcasy. Oczywiście moich glanów nic nie jest w stanie pobić. Mimo wszystko, istnieją też przecież inne buty.

Dzisiaj rano rozpieszczałam siebie. Wzięłam gorącą kąpiel z pianą z kokosowym żelem pod prysznic. Usiłowałam wyprostować włosy domowym sposobem, jednak nie bardzo mi to szło. Zastanawiam się teraz, czy warto wydawać ponad 200zł na kosmetyki do włosów, które poleca Anwen do domowego prostowania, które mogą mi pomóc, bądź też nie. Prawdopodobnie bym je potem jakoś sprzedała, ale z drugiej strony - po co robić sobie kolejny problem? Nie wiem. Nadal się nad tym zastanawiam.

Gdy wzięłam kąpiel, zadbałam o całe moje ciało. Usunęłam włoski, wtarłam balsam, odświeżyłam twarz, zadbałam też o stopy. Zostały mi jedynie wąsiki i paznokcie. Nie wiem, jaki wzór na nich byłby najlepszy. Skończy się pewnie jak zwykle - pomalowaniem neutralnym kolorem i pozostawieniem go, aż sam odpryśnie. Cała ja. Heh...

Czułam się po tym wszystkim wspaniale. Czysta i zadbana. Taka, jaka powinnam być zawsze. Pomijając oczywiście chudość.

Muszę posprzątać w pokoju. Syf jak cholera...

Jadę dziś do mojego chłopaka na wieś. Nie będę więc mogła nic pisać, aż do poniedziałku.
Potem  jednak znowu wracam. Będą kolejne dni, kolejne puste słowa.

Do zobaczenia.



 Moje dwa ideały, inspiracje i cele: Johanna Herrstedt i Angelica Sehlin (Murderotic).

+ kilka osób z mojego otoczenia, których tu nie wymienię.

xxx


środa, 21 sierpnia 2013

Czerwonowłosa!

A jak! Będę mieć czerwone włosy :) Będą śliczne. Kupiłam już farbę. Color&Soin kolor 10R, czyli intensywna czerwień. Zobaczymy, czy nie wyjdzie mi za ciemny. W razie czego znalazłam alternatywę. Inną farbę, nieco tańszą. Zawsze trzeba mieć jakąś alternatywę, prawda? Dostałam też wczoraj odżywkę do włosów z tonerem (jakżeby inaczej) czerwonym firmy CHI. Świetna, tylko że droga: 47zł. No nic. Bardzo ładnie odświeża kolor. Na farbowanie odrostów nie ma jednak co liczyć. No i chcę, aby mi wreszcie włosy urosły do pasa! >.< Powoli wracam do picia drożdży i pokrzywy oraz łykania oleju z wiesiołka w tabletkach. Jakoś to będzie. Podprostuję je też trochę. Nie, nie prostownicą. Pani Anwen ma na to świetny sposób. Szkoda, że cena tego pomysłu mocno przekracza moje miesięczne kieszonkowe. Ale to nic. Powoli, powoli i jakoś się zrobi. Jeśli chodzi o cięcie, to będzie to raczej grzywka na bok, jak teraz. Najwyżej wystrzępię sobie jeden bok, żeby włosy zwężały moją okrągłą twarz. W połączeniu z brązowymi oczami wszystko powinno wyglądać raczej dobrze. Zresztą się zobaczy. W razie czego - soczewki czekają na zakup. Heheh... Ten mój dzisiejszy wisielczy humorek.

A propos zdjęcia: Johanna Herrstedt - ona jest perfekcyjna. Jak można być tak idealnym? 

Zastanawiam się nad zrobieniem sobie tunelów. Tunelów... tuneli...? Ależ ze mnie łom. Ale szkoda by mi było nie nosić tych wszystkich kolczyków, jakie posiadam. No nic. Coś się na ten temat pomyśli.
Jedno jest pewne - bez nauki dobrego wizażu ani rusz. Mój makijaż woła o pomstę do nieba. Rozmazuje się w tempie ekspresowym. Mam tego dość. Nie wiem, czy z youtube można nauczyć się dobrego wizażu, ale jakiegoś tam na pewno. Przynajmniej lepszego, niż to, co odstawiam teraz.
Co jeszcze...? W planach mam naukę gry na gitarze, zakup mikrofonu, gitary, piecyka i maszyny do szycia, pomijając depilator i końcówki do szczoteczki elektrycznej... Czy to trochę nie za dużo...?
Najgorzej, że w planach nie mam zupełnie nauki. Moja motywacja zdechła śmiercią naturalną. To piękna śmierć, ale z tego nie wynika nic dobrego dla mnie. Może mam jakiś zły system. Hm...



Właśnie czytam "Zaplecze" Marty Syrwid. Podoba mi się ten cytat:

- Afryka głoduje! Ludzie umierają, bezdomni, samotne matki, sieroty, wojny, uchodźcy, ofiary kataklizmów, wykrzywione od płaczu usta, wypukłe brzuszki, a ty?!
A ja wyrzucam jedzenie!
No to zrób paradę! Opluj mnie manifestacją. Bo wyrzucam jedzenie, bo noszę futra. Bo jem mięso. Bo nie jem mięsa. Bo jem ryż, a biedni Koreańczycy umierają z głodu. No rób, proszę, wymówki. Rzuć we mnie jajkiem. Jestem niewdzięczna demokracji za wolność wyboru chleba i szczepu szpinaku. Obraź mnie i rzuć. Dużym soczystym pomidorem. Bo chytrze z globalizmem współpracuję, wyrzucając jedzenie.
Jest mi tak samo źle. Boję się. Jeść. Nie jeść. Sama w sobie wprowadziłam stan wojenny.
Co tam masz? Pokaż. Podręcznik lekarza domowego, małe vademecum straszenia. Myślisz, że mnie przestraszy szybka śmierć przez zagłodzenie? Nie boję się szkarlatyny, kurzej ślepoty, awitaminozy.
Wiele o nich wiem, znam wroga. Nie boję się, że wypadną mi zęby, ale że nikt nie zauważy, gdzie jestem. Umrzeć mogę wcześnie. Jeżeli trzydzieści lat życia będzie wartych szybkiej śmierci. Jeżeli będzie wypełnionych planowym dążeniem do ideału. Kto wie? Może jeżeli umrę z głodu, w ostatniej chwili poczuję, że osiągnęłam cel? Byłabym dumna, umierając z głodu.
Jest tyle ważniejszych spraw. Nie rozmawiajmy o śmierci. Opowiedz mi coś o sobie. Nikt jeszcze nie mówił do witryny. Tylko się gapią. Uchylę przezroczyste drzwiczki, żeby cię lepiej słyszeć. Zaczniesz?



Głodówka.

Dzisiaj będzie nie lada problem. Matka ugotowała zupę, której zazwyczaj w domu się nie gotuje, mianowicie: dyniową. Jadłam ją może kilka razy w życiu i jak tylko mi przyjdzie ochota, to prawdopodobnie się skuszę. Możliwe jednak, że uda mi się wylać ją do kibla i do jutra będę mieć spokój.
Jak na razie muszę przyznać, że nieźle się trzymam. Kubek zielonej herbaty malinowej z 2 łyżeczkami cukry trzcinowego + kawa czarna (bez mleka czyli) z 2 łyżeczkami cukru białego (tylko taki był pod ręką, a bez cukru albo mleka w ogóle nie wypiję).
Będę edytować notkę, dodając dalszy przebieg mojego przedsięwzięcia.
Czy komuś chce się tak cholernie dzisiaj spać, jak mnie? ...


EDIT
Zeżarłam jednak tę zupę dyniową z grzankami ziołowymi. I całą paczkę flipsów. Głupia ja... W sumie i tak dzisiaj nie było warunków. Po prostu to nie był ten dzień. No nic. Przedsięwzięcie przełożone na jutro. Wtedy rodzice wyjadą, babcia nie będzie przecież stać nade mną z toporem. Będzie większy luz.
A na razie - pocieszam się jedynie tym, że nie zjadłam dziś żadnych słodyczy. Do końca dnia planuję pić wodę. Zająć się swoimi paznokciami, pedicurem. I może pouczyć się czegoś w reszcie. Tak mi się nie chce... No, to do dzieła!

EDIT
Moje szczytne plany wzięły w łeb. Właśnie idę jeść kolację. Jest godzina 20:47, a ja idę jeść o tej porze... Przegrałam po raz kolejny.
A więc plany pozostają w stanie niezmienionym: dzisiaj kolacja, jutro głodówka.

THE END.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Postanowienie.

Nosiłam się z tym już od jakiegoś czasu. Mianowicie - jutro głodówka. Tak. Tak po prostu. Po co to jakoś wielce gloryfikować?
Nic nie jem.
Piję wodę, herbatę zieloną, czerwoną lub białą, kawę, mleko 0,5%.
Ewentualnie wszamię jabłko albo przekąszę sałatkę. I to będzie wszystko na ten temat.
W razie czego powiem, że już jadłam. Wyrzucę jedzenie do kibla lub dam psu. Możliwe też, że nie wytrzymam i zjem sama. Ale to akurat nie będzie wielka zbrodnia. Bez kolacji, bez śniadania - i tak da radę.

Be perfect, be skinny, be thin - that is my one and only latest dream.

Hello.

Przyszłam tu, bo właśnie zaczynam robić coś od nowa i łudzę się jakąś szaleńczą nadzieją, że tym razem mi się uda.
Znowu mam przed sobą cel, do którego chcę dążyć.
Chcę zrzucić parę kilo. Mało, bo mało, ale jednak... I nie tylko to.
Prowokuję się, by iść naprzód, ale ostatnio nie bardzo mi to wychodzi.
13 czerwca prawie by mnie nie było. Gdyby nie on, mogłabym być już bardzo daleko. Albo wgl gdzie indziej.
Może to jednak dobrze, że jestem tutaj. Wciąż przecież mam jeszcze szansę.
Tak, zaraz polecą hejty. Mam to gdzieś.
Jednak tym razem zachciało mi się żyć na nowo. Postanowiłam trochę nad sobą popracować. Zmienić siebie. Na lepsze. Po prostu. By być szczęśliwa sama ze sobą.
Do czego to odnoszę?
- motywacji, czyli braku lenistwa,
- wagi (a jakże, jak prawie każdy osobnik płci żeńskiej),
- oszczędności (wydaję za dużo pieniędzy),
- wyglądu (pora na nowy styl)
- sport (można to w sumie podciągnąć pod brak lenistwa, chodzi jedynie o to, bym do tego wróciła).
Banał, nieciekawe, do dupy. Ok. Przejdź dalej, nikt tu nikogo nie trzyma.
Ten blog ma przede wszystkim służyć mnie. Zresztą i tak wątpię, czy ktokolwiek na niego trafi.
Niedługo znowu zacznie się szara, nudna i monotonna rzeczywistość.
Tym razem jednak postaram się ze wszystkich sił uczynić ją lepszą.