środa, 21 sierpnia 2013

Czerwonowłosa!

A jak! Będę mieć czerwone włosy :) Będą śliczne. Kupiłam już farbę. Color&Soin kolor 10R, czyli intensywna czerwień. Zobaczymy, czy nie wyjdzie mi za ciemny. W razie czego znalazłam alternatywę. Inną farbę, nieco tańszą. Zawsze trzeba mieć jakąś alternatywę, prawda? Dostałam też wczoraj odżywkę do włosów z tonerem (jakżeby inaczej) czerwonym firmy CHI. Świetna, tylko że droga: 47zł. No nic. Bardzo ładnie odświeża kolor. Na farbowanie odrostów nie ma jednak co liczyć. No i chcę, aby mi wreszcie włosy urosły do pasa! >.< Powoli wracam do picia drożdży i pokrzywy oraz łykania oleju z wiesiołka w tabletkach. Jakoś to będzie. Podprostuję je też trochę. Nie, nie prostownicą. Pani Anwen ma na to świetny sposób. Szkoda, że cena tego pomysłu mocno przekracza moje miesięczne kieszonkowe. Ale to nic. Powoli, powoli i jakoś się zrobi. Jeśli chodzi o cięcie, to będzie to raczej grzywka na bok, jak teraz. Najwyżej wystrzępię sobie jeden bok, żeby włosy zwężały moją okrągłą twarz. W połączeniu z brązowymi oczami wszystko powinno wyglądać raczej dobrze. Zresztą się zobaczy. W razie czego - soczewki czekają na zakup. Heheh... Ten mój dzisiejszy wisielczy humorek.

A propos zdjęcia: Johanna Herrstedt - ona jest perfekcyjna. Jak można być tak idealnym? 

Zastanawiam się nad zrobieniem sobie tunelów. Tunelów... tuneli...? Ależ ze mnie łom. Ale szkoda by mi było nie nosić tych wszystkich kolczyków, jakie posiadam. No nic. Coś się na ten temat pomyśli.
Jedno jest pewne - bez nauki dobrego wizażu ani rusz. Mój makijaż woła o pomstę do nieba. Rozmazuje się w tempie ekspresowym. Mam tego dość. Nie wiem, czy z youtube można nauczyć się dobrego wizażu, ale jakiegoś tam na pewno. Przynajmniej lepszego, niż to, co odstawiam teraz.
Co jeszcze...? W planach mam naukę gry na gitarze, zakup mikrofonu, gitary, piecyka i maszyny do szycia, pomijając depilator i końcówki do szczoteczki elektrycznej... Czy to trochę nie za dużo...?
Najgorzej, że w planach nie mam zupełnie nauki. Moja motywacja zdechła śmiercią naturalną. To piękna śmierć, ale z tego nie wynika nic dobrego dla mnie. Może mam jakiś zły system. Hm...



Właśnie czytam "Zaplecze" Marty Syrwid. Podoba mi się ten cytat:

- Afryka głoduje! Ludzie umierają, bezdomni, samotne matki, sieroty, wojny, uchodźcy, ofiary kataklizmów, wykrzywione od płaczu usta, wypukłe brzuszki, a ty?!
A ja wyrzucam jedzenie!
No to zrób paradę! Opluj mnie manifestacją. Bo wyrzucam jedzenie, bo noszę futra. Bo jem mięso. Bo nie jem mięsa. Bo jem ryż, a biedni Koreańczycy umierają z głodu. No rób, proszę, wymówki. Rzuć we mnie jajkiem. Jestem niewdzięczna demokracji za wolność wyboru chleba i szczepu szpinaku. Obraź mnie i rzuć. Dużym soczystym pomidorem. Bo chytrze z globalizmem współpracuję, wyrzucając jedzenie.
Jest mi tak samo źle. Boję się. Jeść. Nie jeść. Sama w sobie wprowadziłam stan wojenny.
Co tam masz? Pokaż. Podręcznik lekarza domowego, małe vademecum straszenia. Myślisz, że mnie przestraszy szybka śmierć przez zagłodzenie? Nie boję się szkarlatyny, kurzej ślepoty, awitaminozy.
Wiele o nich wiem, znam wroga. Nie boję się, że wypadną mi zęby, ale że nikt nie zauważy, gdzie jestem. Umrzeć mogę wcześnie. Jeżeli trzydzieści lat życia będzie wartych szybkiej śmierci. Jeżeli będzie wypełnionych planowym dążeniem do ideału. Kto wie? Może jeżeli umrę z głodu, w ostatniej chwili poczuję, że osiągnęłam cel? Byłabym dumna, umierając z głodu.
Jest tyle ważniejszych spraw. Nie rozmawiajmy o śmierci. Opowiedz mi coś o sobie. Nikt jeszcze nie mówił do witryny. Tylko się gapią. Uchylę przezroczyste drzwiczki, żeby cię lepiej słyszeć. Zaczniesz?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz