środa, 21 sierpnia 2013

Głodówka.

Dzisiaj będzie nie lada problem. Matka ugotowała zupę, której zazwyczaj w domu się nie gotuje, mianowicie: dyniową. Jadłam ją może kilka razy w życiu i jak tylko mi przyjdzie ochota, to prawdopodobnie się skuszę. Możliwe jednak, że uda mi się wylać ją do kibla i do jutra będę mieć spokój.
Jak na razie muszę przyznać, że nieźle się trzymam. Kubek zielonej herbaty malinowej z 2 łyżeczkami cukry trzcinowego + kawa czarna (bez mleka czyli) z 2 łyżeczkami cukru białego (tylko taki był pod ręką, a bez cukru albo mleka w ogóle nie wypiję).
Będę edytować notkę, dodając dalszy przebieg mojego przedsięwzięcia.
Czy komuś chce się tak cholernie dzisiaj spać, jak mnie? ...


EDIT
Zeżarłam jednak tę zupę dyniową z grzankami ziołowymi. I całą paczkę flipsów. Głupia ja... W sumie i tak dzisiaj nie było warunków. Po prostu to nie był ten dzień. No nic. Przedsięwzięcie przełożone na jutro. Wtedy rodzice wyjadą, babcia nie będzie przecież stać nade mną z toporem. Będzie większy luz.
A na razie - pocieszam się jedynie tym, że nie zjadłam dziś żadnych słodyczy. Do końca dnia planuję pić wodę. Zająć się swoimi paznokciami, pedicurem. I może pouczyć się czegoś w reszcie. Tak mi się nie chce... No, to do dzieła!

EDIT
Moje szczytne plany wzięły w łeb. Właśnie idę jeść kolację. Jest godzina 20:47, a ja idę jeść o tej porze... Przegrałam po raz kolejny.
A więc plany pozostają w stanie niezmienionym: dzisiaj kolacja, jutro głodówka.

THE END.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz